Następna wysyłka - czwartek 22.04.

Szukaj

Mereshka w DDTV

Paulina, 2 marzec 2021
Mereshka w DDTV

Gdyby ktoś powiedział mi te 3 lata temu, gdy zaczynałam haftować, że kiedyś wystąpię ze swoimi haftami w ogólnopolskiej telewizji w programie śniadaniowym, puknęłabym się w czoło. Że niby ja??? Z haftami???

A jednak ;)

Wszystko zaczęło się, przewrotnie, od artykułu o mnie w miesięczniku Zwierciadło, co już samo w sobie było niesamowitym wyróżnieniem i przygodą. Chyba tydzień po ukazaniu się numeru z artykułem o Mereshce, zadzwonił do mnie nieznany numer. A ja rozmawiać przez telefon nie lubię i unikam tego jak ognia, więc... telefon zignorowałam. Szczególnie, że po wyszukaniu numeru w Google, nic nie znalazłam. I pewnie o całej sprawie bym zapomniała, gdybym chwilę później nie otrzymała z tego samego numeru wiadomości SMS:

 Dzień dobry,

Z tej strony ... z redakcji Dzień Dobry TVN.

Będę wdzięczna za kontakt w wolnej chwili lub informację, kiedy najlepiej zadzwonić.

Pozdrawiam serdecznie

Jestem pewna, że moja szczęka znalazła się na podłodze, a moje serce zaczęło bić jakoś niezwykle szybko :P Przezwyciężając drżenie rąk, wybrałam numer i odbyłam chyba jedną z najważniejszych biznesowych rozmów w moim życiu.

Zaproponowano mi udział w porannym programie TVN, czyli Dzień Dobry TVN. Miałabym wystąpić za 1,5 tygodnia od momentu rozmowy telefonicznej, w sobotę 27 lutego 2021. Od razu zostało mi zapowiedziane, że stacja ponosi wszelkie koszty mojej podróży (studio mieści się w Warszawie), a że program jest poranny, dodatkowo biorą na siebie rezerwację pokoju w hotelu na moje nazwisko.

Nie muszę chyba mówić, że długo się nie zastanawiałam :P Od razu zgodziłam się na występ, mailowo podesłałam informację, czego ewentualnie będę potrzebować do ekspozycji swoich prac na miejscu (małych sztalug, które są widoczne na nagraniu) oraz jakie pociągi wybieram na swą podróż.

Nastąpiło kilka dni nerwowego oczekiwania z mojej strony. Haftowałam jak szalona, by skończyć przed sobotą nowy zestaw do nauki haftu, a także wyhaftować kilka dodatkowych tamborków, by móc pokazać na wizji jak najwięcej swoich prac. Skończyło się to nadwyrężeniem obu dłoni oraz łokci, więc odpuściłam temat haftów i postanowiłam pojechać z tym, co miałam gotowe. A nie było tego dużo, raptem kilkanaście mniejszych i większych tamborków. Musiało wystarczyć.

Nie wspominałam o niczym na Instagramie, ponieważ bałam się, że to jakiś piękny sen, z którego zaraz się obudzę. W międzyczasie odbyłam jeszcze kilka rozmów telefonicznych z redaktorką, która się ze mną skontaktowała, powiedziała mi, czego mniej więcej ode mnie oczekują. Chodziło o to, by zabrać ze sobą hafty z ptakami, ponieważ miały one nawiązywać do innego tematu poruszanego tamtego dnia, a także jakiś haft, który mogłabym haftować na miejscu w momencie jednej przebitki. Cała rozmowa na żywo miała opierać się na artykule, więc nie dostałam żadnego scenariusza. Następnie nastąpiło kilka dni ciszy i w momencie, gdy zaczęłam myśleć, że pewnie stacja się rozmyśliła, dostałam na maila bilety imienne na wybrane przeze mnie pociągi oraz adres hotelu, w którym miałam nocować. W piątek, w dniu mojej podróży do Warszawy, dostałam smsem informację, o której mam się pojawić w studio (8:15), o której wchodzę na żywo (około 9:40) oraz o jednej przebitce około 9. Dopytałam o kilka szczegółów, w tym makijaż. W trakcie początkowych rozmów powiedziano mi, że pomaluje mnie na miejscu makijażystka, jednak przez ten tydzień, oczywiście, rząd wprowadził kolejne obostrzenia w związku z pandemią i nastąpiła zmiana planów - musiałam pomalować się sama.

W piątek chodziłam po ścianach ze stresu. Spakowałam swoje hafty, kosmetyki i sukienkę kupioną dzień wcześniej do torby i po 18 ruszyłam na dworzec. Po 21 byłam w Warszawie. Doczłapałam się do hotelu, może nie będę pisać dokładnie, co to był za hotel, ale był to hotel na wypasie. Zameldowałam się, wybrałam z karty śniadanie, które również zostało opłacone przez stację i wjechałam windą na piąte piętro, do swojego pokoju. Tutaj następuje mała dygresja. Bo wiecie, ja przed pandemią sporo podróżowałam, ale zazwyczaj wybierałam mniej lub bardziej budżetowe opcje noclegu. Zdarzało się w czasach studenckich, że spałam w namiocie lub bardzo szemranym hostelu z 16 innymi osobami w pokoju. A tutaj, 4 gwiazdki, luksus, i nawet papier w toalecie ładnie zawinięty! Tak bardzo podekscytowałam się tym pokojem, że na chwilę zapomniałam o tym, co czeka mnie kolejnego dnia :P

Rozpakowałam się, wzięłam prysznic i poszłam spać. Ustawiłam sobie 10 budzików, by tylko nie zaspać, ale nie było to konieczne, obudziłam się sama godzinę przed pierwszym z nich. Ciężko było wstać z łóżka, ponieważ było takie wygodne, ale zebrałam się w sobie i opuściłam cieplutkie pielesze. Umyłam się, pomalowałam, a o 7 do pokoju wjechało śniadanie. Zjadłam połowę i powoli zaczęłam się ubierać, gdy dostałam telefon.

Zmiana planów. Zamiast rozmowy na kanapie, zostałam przeniesiona do kawiarenki na dole. W związku z tym miałam być na miejscu nie o 8:15, tylko najlepiej już. Szybko się ubrałam, wzięłam swój grajdół i biegiem ruszyłam do studia.

Na miejscu podeszłam do biurka ochrony, zostałam znaleziona na liście i wykreślona. Wjechałam windą na 9 piętro, drzwi się otworzyły i... zobaczyłam dwójkę ludzi, którzy mnie powitali i powiedzieli, że musimy szybko zjechać na dół, wszystko przygotować, bo za 10 minut wchodzę z pierwszą przebitką :P Zatem ze studia, gdzie odbywa się większość rozmów z gośćmi, widziałam tylko jedną ścianę :P

Od tego momentu wszystko działo się bardzo szybko. Zjechaliśmy na dół, do kawiarenki, która w ogóle nie jest kawiarenką :P Wyciągnęłam swoje hafty, jedna pani zaczęła je układać na sztalugach, przyszło chyba dwóch panów i na szybko, kilka minut przed pierwszym wejściem wkręcali wkręty w ścianę za mną, by powiesić resztę prac XD Przyniesiono mi krzesło, bo powiedziałam, że wolę siedzieć. Nie miałam czasu nawet się rozejrzeć, czy przejrzeć w lustrze, czułam, że jestem spocona od szybkiego marszu do studia, ale nie było wyjścia - usiadłam, zdjęłam maseczkę, wsadziłam ją sobie pod tyłek, by nie było jej widać w kamerze i zaczęłam drżącymi dłońmi haftować. Starałam się nie myśleć o dwóch wycelowanych we mnie kamerach i światłach. Podobno przebitka poszła :P

W kawiarence jest duży telewizor, ale nie ma tam podglądu na żywo, pokazują się tylko materiały przygotowane wcześniej, a nie rozmowy z gośćmi na kanapie. Zatem zupełnie nie wiedziałam, co dzieje się na górze.

Sama kawiarenka też nie jest duża. Możecie podejść pod studio DDTVN na Marszałkowskiej i przekonać się same - dwie ściany są przeszklone i widać wszystko, co dzieje się w środku. Oprócz ścianki, stołu, krzesła, dwóch kamer, trzech foteli i stołu za kamerami, kilku kwiatów, właściwie niczego tam nie było. Po przebitce zapanowała luźniejsza atmosfera. Przyniesiono mi herbatę, a ja po prostu siedziałam i haftowałam, zupełnie, jakbym była u siebie w domu. Po około godzinie poszła kolejna przebitka. A to, co działo się potem, to jest prawdziwy kosmos XD

Dźwiękowiec poprosił mnie na bok i zamontował mikrofon. Zabrano krzesło, powiedziano mi, że mam stać po lewo, a prowadzące po prawo. Nie miałam nawet czasu zastanowić się, nad tym, co się dzieje, bo usłyszałam, że prowadzące już do nas zjeżdżają. Chwilę później w drzwiach pojawiła się Ewa Drzyzga i Agnieszka Woźniak-Starak. Co mogę o nich powiedzieć? Piękne, szczupłe kobiety. Pani Agnieszka ma przepiękne piegi <3 Bardzo miłe. Chwilę ze mną porozmawiały przed wejściem na antenę, szczególnie spodobał im się haft z portretem van Gogha. Pani Ewa zapytała, czy mogą mi mówić na Ty. Stanęłyśmy na wyznaczonych pozycjach, widziałyśmy na telewizorze wiadomości, po czym zaczęło się odliczanie 40 sekund do wejścia. 40 najdłuższych sekund mojego życia :P Serce waliło mi jak młotem, ale nie miałam w sumie nawet kiedy porządnie się zdenerwować. Weszłyśmy na żywo.

I co mogę powiedzieć o tej rozmowie? Że była bardzo krótka :P Niecałe 4 minuty. Podobno nie było po mnie widać, że się denerwowałam, chociaż w środku cała "chodziłam". Zanim zdążyłam się na dobre rozkręcić, Pani Ewa zgrabnie przeszła do kolejnego tematu, a ja tylko pomyślałam: "I co? To tyle?" xD Ano tak :P Panie podziękowały za rozmowę, pożegnały się, ja nawet nie pomyślałam, by zrobić sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie. W chwilę panowie operatorzy zaczęli się zbierać, bo koniec rozmowy oznaczał dla nich koniec pracy. Zanim schowałam swoje hafty, pogasły światła xD Więc na szybko poprosiłam jednego pana o zrobienie zdjęcia na tle logo DDTVN. Nie było sensu, bym została na miejscu, bo i tak nie byłam na górze, tylko w kawiarence. Więc spakowałam się i wróciłam na chwilę do pokoju hotelowego :P

Cała sobota przebiegła mi pod znakiem wielkich emocji, odpisywania na wiadomości, przeżywania raz po raz tego, co się wydarzyło. Przed 12 wymeldowałam się z pokoju, poszłam na dworzec i o 15 wsiadłam w pociąg do domu.

I teraz kilka moich refleksji. Cieszę się, że cały czas byłam w kawiarence na dole. Myślę, że pomogło mi to się wyłączyć, nie myśleć o tym, co się dzieje, a przez to i mniej stresować. Poza tym - nie byłam świadoma, jak szybko wszystko dzieje się w takich programach na żywo. Wszystko było zaplanowane co do minuty, a wszyscy pracownicy mieli każdy ruch opanowany do perfekcji. Nie było miejsca na przypadek, czy na zastanawianie się. Trzeba działać. I to szybko.

Tak, jak się spodziewałam, nie nastąpiła nagła lawina zamówień, przybyło 100 nowych osób na Instagrama, ale to w sumie tyle. I to ok! Wiadomo, była to reklama mojego biznesu, ale do Warszawy jechałam w innym celu - po prostu była to dla mnie przygoda. Nie codziennie bowiem występuje się w ogólnopolskiej telewizji :P Na pewno będę to wydarzenie pamiętać do końca życia. I będę za nie wdzięczna. Było to świetne doświadczenie, które pozwoliło mi wyjść daleko poza strefę mojego komfortu. Cieszę się, że haft zaczyna być tak popularny i że wybrano mnie, by trochę o nim opowiedzieć. Mam nadzieję, że reprezentowałam swoje koleżanki hafciarki godnie ;)

A tutaj możecie obejrzeć rozmowę ze mną na stronie DDTVN :)

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Wybierz pierwszy produkt